Z artykułu dowiesz się:
Co to jest slow gardening?
Slow gardening, czyli (z języka angielskiego) nieśpieszne ogrodnictwo, to delektowanie się ogrodem i roślinami na różne sposoby. Smakować można wyhodowane przez siebie owoce, warzywa, zioła, a nawet niektóre kwiaty (np. płatki nagietka). Albo zachwycać zapachami, śpiewem ptaków, barwami kwiatów. Delektować się też można świeżym powietrzem, ciszą, a nawet wykonywaniem prostych czynności, takich jak pielenie czy grabienie. Czy po prostu zauważanie piękna wszystkich pór roku.
Wielką radość sprawiają pierwsze zielone listki, ukazujące się czasem dopiero po tygodniach oczekiwania, róża, która przetrwała zimę, choć teoretycznie nikłe były szanse, bo była osłabiona przez szkodniki, czy stara jabłonka, która kolejny rok wypuszcza kwiaty i znowu daje nadzieję na pyszne owoce. I oczywiście kawa z sąsiadką na tarasie.
Slow gardening to także rozwijanie ogrodniczych pasji, ale bez współzawodnictwa. Niektórzy uwielbiają bonsai lub topiary (rzeźby z żywych roślin, np. bukszpanu) – mogą godzinami dopracowywać ich kształty i latami planować, w jakim kierunku poprowadzić gałązki. Dla innych hobby to trawnik, róże, hortensje... Są też tacy, którzy kochają potrawy z pomidorów lub bakłażanów, ale tylko z zebranych w swoich ogrodach. Sadzą sprawdzone odmiany albo nowe w smakach i kolorach niedostępnych w hipermarketach. I dochodzą w tym do mistrzostwa!
Tam gdzie praktykuje się slow gardening, nie ma miejsca na chemię. Stosuje się tylko naturalne preparaty i dba o środowisko naturalne. To także ochrona bioróżnorodności oraz kultywowanie uprawy lokalnych gatunków i odmian roślin. Przykładowo, w Gorzowie Wielkopolskim warto sadzić jabłoń Renetę Landsberską, która została wyhodowana w tym mieście w XIX wieku. Grusza Grumkowska zaś uprawiana jest w okolicach Darłowa i Płocka co najmniej od XVIII wieku.
Wbrew pozorom nieśpieszne ogrodnictwo nie oznacza, że w ogrodzie robi się mało lub nic. Czasem trzeba się napracować. Różnica polega na tym, że wysiłek powinien sprawiać przyjemność. Każdy ma wybór: jedni preferują ogród prawie bezobsługowy, a inni lubią się zmęczyć kosząc trawnik. Ogród w duchu slow gardening planuje się tak, aby nie wymagał codziennej pracy. Musi być w nim miejsce na odpoczynek, ale wstępu nie powinien mieć pośpiech.
Przeczytaj także: Czym jest ogród sensoryczny
? Slow gardenig ma podobne źródła jak slow food, który celebruje nieśpieszne posiłki i ekologiczną żywność. Pomysłodawcą nieśpiesznego ogrodnictwa był Felder Rushing znany amerykański ogrodnik, pisarz i bloger.
Jak założyć ogród w duchu slow gardening?
Nie ma jednego wzorca, jak powinien wyglądać ogród w duchu slow gardening. Przede wszystkim trzeba go zaplanować tak, aby jego prowadzenie nie stało się przyczyną frustracji, bo kosztuje za dużo, zabiera czas czy praca jest zbyt ciężka. W ogrodnictwie slow gardening istotne jest, by mieć tyle pracy, ile jest się w stanie wykonać bez nadwyrężania sił tak, aby sprawiała przyjemność. Istotne jest, by mieć czas na odpoczynek, jak leżakowanie, zabawy z dziećmi, lektura czy układanie bukietów. Bardzo ważne są też interakcje z innym ogrodnikami z sąsiedztwa: spotkania (także przy kawie), wymiana nasion, sadzonek, plonów. Bo delektowanie się ogrodem najlepiej smakuje w towarzystwie. Czyli jak zaplanować ogród, aby nie wymagał codziennej pracy? Oto kilka wskazówek:
1. Ogród nie musi być idealny
W pogoni za idealnym ogrodem, jak z żurnala, zbyt często nie zauważa się, że piękne, katalogowe aranżacje często okupione są ciężką pracą i dużymi wydatkami. Poza tym idealne ogrody to nierzadko projekty architektów, a ich pielęgnacją zajmują się profesjonalne firmy. Takie ogrody wspaniale wyglądają, ale nie zawsze cieszą ich właścicieli, bo uważają, że zawsze jest w nich coś do poprawienia.
Ogród w stylu slow gardening nie musi być idealny, choć oczywiście można się inspirować pięknymi przykładami. Aby mieć mniej pracy, pozwalać należy, przynajmniej niektórym roślinom, na znalezienie sobie najlepszych dla nich stanowisk. Wtedy ich pielęgnacja ogranicza się praktycznie tylko do regulowania liczebności. Same rozsiewają się np. firletki kwieciste, maczki kalifornijskie, niektóre tulipany botaniczne. Warto spojrzeć bardziej przyjaźnie na atrakcyjnie kwitnące rośliny uważane za chwasty, jak mak polny czy przymiotno. Aby się przekonać, czy bezobsługowe rośliny są dobrym wyborem i czy mogą zachwycać, można założyć na próbę miniaturową łąkę kwietną, np. z mieszanki kwiatów, ziół i traw Chaber.
Do planowania ogrodu w duch slow gardening należy podejść z dystansem. Zamiast stresu, czy trawnik został przycięty na wysokość zalecaną w poradnikach, albo czy biały żwir na rabatach jest nieskazitelnie czysty, akceptuje się niedoskonałości. To mogą być np. niezbyt perfekcyjnie przycięte bukszpany, krzywe korzenie marchewki czy niewyrośnięte owoce pomidorów.
Przeczytaj także: Jak zaprojektować własny ogród
2. W zgodzie z naturą
Najlepszym projektantem ogrodów jest natura. Wystarczy trochę kształtować to, co w nich rośnie, by cieszyć się kwiatami, owocami, warzywami czy cieniem, który dają w upalne dni. W ogrodnictwie slow gardening praktykuje się naturalność na różne sposoby. To umożliwienie przyrodzie współprojektowanie ogrodu, ale także stosowanie naturalnych nawozów, jak kompost, Mączka bazaltowa czy Obornik bydlęcy granulowany.
Do ochrony roślin stosuje się preparaty na bazie naturalnych surowców. Przygotowuje się je własnoręcznie, np. z pokrzywy, skrzypu, dzikiego bzu czarnego. Stosować też można gotowe, jak Pokrzywa Ekstrakt (na szkodniki, choroby i wzmocnienie roślin), Skrzyp Ekstrakt (na choroby) czy Wrotycz Ekstrakt (na szkodniki glebowe).
W slow gardening zbiera się deszczówkę do podlewania i ściółkuje rabaty, m.in. aby ograniczyć zużycie wody. Stwarzać też należy przyjazne warunki dla małych pomocników ogrodników. Przykłady: budki lęgowe dla ptaków, domki dla jeży oraz ekohotele dla owadów.
Przeczytaj także: Domki dla owadów – dlaczego warto mieć w ogrodzie
3. W rytmie czterech pór roku
O każdej porze roku w hipermarketach można kupić np. pomidory, mimo iż sezon na te warzywa w ogrodzie to lipiec i sierpień. W slow gardening ważna jest sezonowość – na pomidory, truskawki, czereśnie, cukinie i inne. Bo smakują najlepiej, jeśli zebrane są we własnym ogrodzie, w typowych dla nich porach.
Czasem zbiory są tak duże, że dzień w dzień trzeba jeść zupę pomidorową czy placki z cukinii. To motywuje do odkrywania nowych przepisów na dania i wymiany plonów ze znajomymi, rodziną, sąsiadami. Sprzyja także delektowaniu się smakami poszczególnych odmian warzyw i owoców. Wybierając rośliny owocowe i warzywne bierze się pod uwagę, kiedy plonują, by sezony na nie się nie kumulowały. Wiosna to czas na rzodkiewkę, roszponkę, szpinak. Potem zaczyna się sezon na rabarbar, sałatę, bób, groszek, porzeczki. Latem dojrzewają czereśnie, wisienki, pomidory i wiele innych. Jesienią zbiera się jabłka i gruszki. Zima to pełnia sezonu na topinambur.
Sezonowość dotyczy także roślin ozdobnych. Wiosną zachwycają m.in. tulipany, krokusy, lilaki, narcyzy. Całe lato kwitną róże. Gdy pojawiają się zimowity, to znak, że nadchodzi jesień. Kwiaty oczarów zaś zwiastują koniec zimy. Zauważanie pór roku i dostosowanie się do nich pomaga wykorzystać naturalny potencjał ogrodu. Bardziej dostrzega się też jak potrzebne są w przyrodzie i życiu człowieka.
Przeczytaj także: Kiedy siać warzywa do gruntu – kalendarz siewu
4. Przestrzeń do spotkań w ogrodzie
Odpoczynek oraz czas dla siebie, rodziny, znajomych to jeden z filarów ogrodnictwa w stylu slow gardening. Są nie mniej ważne niż uprawa roślin. To np. bujanie się w hamaku, pogawędki z sąsiadami, wymiana sadzonek, nasion i przepisów oraz inne spotkania mniej lub bardziej formalne. Spotykać też można się z książką czy hobby. Ogrodnictwo zawsze jest niewyczerpanym źródłem tematów do rozmów i inspiracji.
Aby zrelaksować się w ogrodzie, aranżuje się specjalne strefy z ławkami, hamakami, huśtawkami, stołami. Często takie miejsce powstaje na tarasie, w altanie, w cieniu orzecha włoskiego czy starej jabłoni. Nic nie stoi na przeszkodzie, by fotele ogrodowe postawić od czasu do czasu na kwietnej łące, w warzywniku czy blisko ślicznie pachnących floksów wiechowatych albo budlei obleganej przez motyle. Dzięki temu delektować się można własnym ogrodem albo spokojnie i bez pośpiechu snuć plany, co posiać, posadzić, zmienić.
Przeczytaj także: Jak założyć łąkę kwietną
5. Docenić proste przyjemności
Głośne dmuchawy do liści i kosiarki zionące spalinami pracują wydajnie, oszczędzając czas i siły. W slow gardening bardziej liczą się jednak spokój i odnajdywanie prostych przyjemności w pracy ogrodowej. To mogą być grabienie, przycinanie, zrywanie kwiatów, podwiązywanie roślin, zbieranie warzyw. Ale też koszenie trawnika bardziej cichym sprzętem. Gdy rodzaj pracy jest dopasowany do możliwości ogrodnika, pracuje się z przyjemnością, odnajdując w prostych zajęciach sposób na relaks.
Problem w tym, że pracy w ogrodzie jest zawsze sporo. Warto sobie wtedy przypomnieć, że akceptacja niedoskonałości daje radość z ogrodnictwa i sprawia, że obowiązków jest mniej. Aby to osiągnąć, należy dążyć do przeprojektowania ogrodu oraz zmiany nawyków. Wystarczy trochę zmniejszyć trawnik, wybierać lokalne, bardziej odporne odmiany roślin, pozostawić w niektórych miejscach opadłe jesienią liście, ściółkować glebę czy zaprzestać kopania ogrodu.
Przeczytaj także: Ogrodnictwo no-dig – na czym polega i jak zacząć jesienią
6. Cena nie jest najważniejsza
Nieśpiesznym ogrodnikom nie przeszkadza, że czasem wyhodowanie ogórków czy pomidorów kosztuje więcej niż kupienie tych warzyw na sklepie. Bo są świadomi, że własne plony zostały wyhodowane ekologicznie – wiadomo, jakie nawozy i środki ochrony roślin były stosowane. Poza tym kupowanie nasion bywa bardziej przyjemne niż dżinsów, butów czy torebki. Daje też możliwość wyboru, jakie warzywa, owoce i zioła trafią na stół. W sklepach dostępne są standardowe odmiany, które często atrakcyjnie wyglądają, ale ich smak jest przeciętny.
Nieśpieszni ogrodnicy wiedzą, że własne pomidory, ogórki, kalafiory czy brokuły smakują najlepiej. Lubią delektować się różnymi odmianami. Wiedzą, które dynie są lepsze na zupę, a z których wyjdą lepsze kopytka. Doceniają różnorodność w ogrodzie i na talerzach. Potrafią wydać sporo pieniędzy na ciekawą roślinę, ale jednocześnie doceniają delektowanie się lokalnymi odmianami niekłopotliwymi w uprawie, np. otrzymanymi od sąsiada.
Przeczytaj także: Kwiaty jadalne w ogrodzie – co siać/sadzić i jak zbierać
7. Rośliny niekłopotliwe w uprawie
Aby mieć mniej codziennej pracy w ogrodzie, wybiera się rośliny łatwe w uprawie oraz odmiany przystosowane do lokalnych warunków. Nie jest to jednak reguła. Wielu nieśpiesznych ogrodników specjalizuje się w określonych gatunkach, wymagających więcej pielęgnacji, dochodząc w ich uprawie do mistrzostwa. Przykładowo, zawsze udają się im ogórki czy kalafiory, a pomidory lub arbuzy – niekoniecznie. Są też tacy, którzy mają wyjątkowy talent do strzeżenia topiarów albo w ich ogrodach rosną wspaniałe cynie, hortensje, piwonie czy róże. Nieśpieszni ogrodnicy bowiem, oprócz praktycznej wiedzy, potrafią wykorzystać naturalne warunki panujące w ogrodzie, takie jak rodzaj gleby czy nasłonecznienie. W ich ogrodach praktycznie wszystko rośnie samo. Wystarczy obserwować rośliny. Wtedy gatunki uważane za trudne w uprawie nie stwarzają problemów.
Warto rozmnażać i dosadzać czy dosiewać nowe odmiany tych roślin, którym odpowiadają warunki w ogrodzie. Ich pielęgnacja jest wtedy łatwiejsza, mniej czasochłonna i często tańsza, bo np. nie potrzebują zmiany odczynu pH gleby oraz częstego podlewania. W nasłonecznionych miejscach, w suchej ziemi dobrze rosną m.in. cebula siedmiolatka, cebula wielopiętrowa, maczki kalifornijskie, smagliczki, tulipany. Słońca, ale też więcej wilgoci potrzebują np. cynie, ogórki, róże. W kwaśnej glebie dobrze rosną agrest, azalie, borówki, magnolie, pierisy, różaneczniki. W zacienionych ogrodach można sadzić m.in. bluszcze, funkie, paprocie.
W dobrze roślin pomaga obserwacja, jakie gatunki rosną w ogrodach sąsiadów. To co sprawdza się u nich, może być dobrym wyborem do ogrodów położonych obok. Jednym z filarów ogrodnictwa w duchu slow gradening jest dzielenie się sadzonkami i nasionami.
Przeczytaj także: Ściółki naturalne – z czego zrobić oraz Rośliny ozdobne do cienia
8. Nie trzeba być ekspertem
Aby zajmować się ogrodnictwem, niekonieczne jest bycie ekspertem. Slow gardening to sposób na cieszenie się własnym ogrodem, w którym jest czas także na relaks. Nie trzeba mieć od razu idealnych rabat kwiatowych i trawnika, pomidorów większych niż u sąsiada czy dokładnie wypielonego warzywnika. Zacząć trzeba od podejścia z dystansem do niedoskonałości ogrodu. Bardzo atrakcyjne mogą być np. rabaty kwiatowe, na których rośliny częściowo zasiały się same.
W slow gardening jest także miejsce na realizowanie pasji, w których z czasem dochodzi się do mistrzostwa. Dla jednych to kolekcja róż czy piwonii, dla innych np. szczepienie wielu odmian na jednym drzewie albo bonsai. Najlepszym ekspertem w projektowaniu krajobrazu jest jednak natura. W ogrodzie warto korzystać z jej wskazówek.
Przeczytaj także: Ogród deszczowy krok po kroku – dobór miejsca, warstw i roślin